6 października odbył się kolejny "Port Literacki po godzinach", organizowany przez Biuro Literackie we Wrocławiu. Nawiasem mówiąc był to debiutowy wieczór dla dwunastkowiczów jako uczestników wydarzenia z tej serii. Pretekstem do spotkania była premiera dwóch książek - "Rubryki strat i zysków" Jacka Dehnela, a także książki "Imię i znamię" Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego.
JACEK DEHNEL
RUBRYKA STRAT I ZYSKÓW
Pierwszym gościem był Jacek Dehnel. Spotkanie z nim prowadził Paweł Kozioł. Jego notę biograficzną pozwolę sobie skopiować ze strony Biura Literackiego:

Urodzony w 1979. Poeta i krytyk literacki. Związany z warszawskim Staromiejskim Domem Kultury. Współredaktor kwartalnika literackiego "Wakat". Doktor nauk humanistycznych, specjalizuje się w średniowiecznych kronikach. Ostatnio wydał tomik Metale ciężkie (2010). Mieszka w Warszawie.
Rozmowa, przeplatana odczytywaniem przez Jacka Dehnela fragmentów nowej książki, miała podkreślić znaczenie ,,Rubryki strat i zysków' jako pozycji podsumowującej, scalającej dorobek poety. W sali wystawione zostały także obrazy Autora. Dehnel przedstawił proces swojego artystycznego dojrzewania. Opowiadał o rzeczach, które go inspirują i o tym jak jego spojrzenie na siebie i sztukę ewoluuje z biegiem czasu. Przybliżył także swój sposób myślenia i kojarzenia obrazami, które dopiero potem zmieniają się w słowa i zostają przelane na papier.
By dać Wam przedsmak tego co znajdziesz w ,,Rubrykach strat i zysków", zamieszczam parę fragmentów z książki:
Języki obce
(notatki na marginesach programu Międzynarodowego Festiwalu Poezji)
IV. Pamięć
Wielki człowiek jest wielkim poetą i tłumaczem, więc znał innych wielkich poetów i wielkich tłumaczy. "Ach, to był wielki poeta! - mówi wielki człowiek - pamiętam doskonale, jak siedział przy stole, po lewej stronie kobieta, po prawej stronie kobieta, a on trzymał prawą rękę na kolanie tej po lewej i lewą rękę na kolanie tej po prawej, i równocześnie pił wino i mówił o sztuce. To był wielki poeta." - mówi wielki człowiek.
V. Literatura
Przy śniadaniu Amerykanka mówi Słowakowi: znam jedna Słowaczkę, Zuzanę. Jest malarką, wyjechali kiedy była dzieckiem. Najpierw do Niemiec, potem do Stanów. Jej ojciec rozwiódł się z jej matką i wrócił na Słowację. Jest malarką i ma piękne, kręcone włosy.Słowak odpowiada: a, tak, Zuzana, to typowe słowackie imię.A ja myślę o tym mężczyźnie, który zostawił żonę, zostawił córkę, jej piękne kręcone włosy, American Dream, Deutscher Traum, i mieszka w innym życiu, nie wiedząc nawet że w tej chwili jest statystą w rozmowie obcych ludzi, przy śniadaniu, przypisem do anegdoty.
Myślę o jego dłoni, o łyżce w dłoni, o łyżce dzwoniącej o talerz.
EUGENIUSZ TKACZYSZYN-DYCKI
IMIĘ I ZNAMIĘ

Recytację fragmentów książki przez Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego poprzedził, krótki wstęp Piotra Śliwińskiego:

Urodzony w 1962 roku. Krytyk literacki, literaturoznawca. Pracownik Instytutu Filologii Polskiej UAM w Poznaniu. Znawca poezji współczesnej. Przewodniczący Kapituły Nagrody Literackiej Gdynia. Opublikował m.in. Przygody z wolnością. Uwagi o poezji współczesnej(2002). Mieszka w Poznaniu.
Książki ,,Imię i Znamię'', a także Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego będzie dotyczył kolejny wpis, a oto przedsmak, czyli fragment premierowej pozycji!
XI. Pochwała poezji polskiej w warunkach zagrożenia
w oderwaniu od wódki i w oderwaniu
od rodzinnej wioski w której wszystko
mogło zniewolić poczynając
od strzechy i wszystko zmierzić
otóż w oderwaniu od ojczystych łąk
i pól nie byliśmy znowu tacy piękni
i chętni choć każdy z nas nie załamując
rąk musiał się puścić w Ogrodzie
Szwajcarskim w którym wszystko (nawet
wspomnienie strzech) mogło nas zaboleć
lecz poezji polskiej dawnej i współczesnej
nie da się przelecieć w jedną noc ole!
XVI.
dokarmiam wszystkie wyimaginowane
psy i zwracam sobie wolność
na wolności również wyprowadzam
i dokarmiam wszystkie obce
i nieobce sierściuchy których nikt nie chciał
lecz nie stwarzam im domu (oprócz
wiersza) obecne i nieobecne w które nikt
nie wątpił (tym bardziej ja nie będę
przed nimi uciekał) dokarmiam więc
wszystkie wyimaginowane psy
lecz nikogo do siebie nie dopuszczam
oprócz jednego małego zaropialca